|
TRASA ARCHEOLOGICZNA (32
km)
Hrubieszów (Muzeum im. ks. Stanisława Staszica) - Czerniczyn
(zabytkowy, murowany kościółek) - Masłomęcz (cmentarzysko i była
osada Gotów) - Mieniany (kaplica grobowa rodziny de Magura Madan) -
Kozodawy (kopiec-mogiła z okresu I wojny światowej) - Gródek
(„Królewski Kąt”, miejsce pochówku matki chrzestnej Bolesława Prusa,
stanowisko żołny, płaty roślinności stepowej, miejsce częstych prac
wykopaliskowych, wąwóz lessowy, stanowisko susła perełkowanego,
wczesnośredniowieczne grodzisko) - Hrubieszów.
JAK WĘDROWAĆ
Przed wyruszeniem na opisywaną trasę zwiedzamy Muzeum im. ks.
Stanisława Staszica w Hrubieszowie. Specjalizuje się ono w
gromadzeniu znalezisk archeologicznych Ziemi Hrubieszowskiej, terenu
o niespotykanej gdzie indziej w Polsce intensywności i ciągłości
prehistorycznego osadnictwa. Wykorzystując te eksponaty pracownicy
muzeum stworzyli wspaniałą wystawę archeologiczną, przedstawiającą
chronologicznie pradzieje regionu hrubieszowskiego od neolitu (V
tys. p.n.e.) do wczesnego średniowiecza. Z tego też względu zachęcam
Państwa do obejrzenia tej ekspozycji w hrubieszowskim muzeum.
Po zwiedzeniu muzeum wyruszamy w trasę. Jedną z najciekawszych
miejscowości pod względem archeologicznym jest wieś Masłomęcz –
jedno ze starożytnych centrów ówczesnej Europy. Zanim jednak
dotrzemy do tej miejscowości zatrzymamy się na chwilkę w
Czerniczynie. Aby tam dojechać, udajemy się w kierunku Zamościa. Po
przejechaniu ok. 2,5 km skręcamy w lewo, w kierunku Dołhobyczowa.
Trzy kilometry za przejazdem kolejowym, przez który musimy
przejechać, zatrzymujemy się przy sklepie spożywczym, gdzie możemy
uzupełnić prowiant. Patrząc z tego miejsca na wschód zobaczymy
ciekawą sylwetkę kościoła. Jest to parafialny kościół
rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela (dawna cerkiew
grekokatolicka pod wezwaniem Wszystkich Świętych), murowany, z 1870
r. Ze względu na charakter szlaku cofniemy się na chwilkę w czasie
aby wspomnieć o tutejszych odkryciach archeologicznych. To właśnie
tutaj odkryto - jedno z wielu - cmentarzysko tzw. grupy
czerniczyńskiej. Ludność tej kultury zajęła te tereny w III w.
p.n.e. Wytwarzali oni charakterystyczną ceramikę: naczynia wazowate,
naczynia garnkowate, misy, kubki-dzbany oraz talerze-placki.
Naczynia zdobiono ornamentem paznokciowym, za pomocą linii rytych
przez chropowacenie oraz karbowanie wylewów. Osady tworzyły chaty
naziemne - nawet do 35 m2 - budowane z drewna i oblepiane gliną.
Ciała swoich zmarłych palono a prochy składano do popielnic lub
bezpośrednio do ziemi. Skromne wyposażenie grobów ograniczało się do
fragmentów ceramiki lub ozdób. Grupa czerniczyńska przetrwała do
pocz. n.e. Odnaleziono tutaj także cmentarzysko z wczesnej epoki
brązu i cmentarzysko wczesnośredniowieczne.
Jadąc dalej na południe docieramy wreszcie do wspomnianego już,
sławnego na całym świecie, Masłomęcza. To właśnie tutaj ponad ćwierć
wieku temu odkryto cmentarzysko i osadę Gotów z II-IV w. n.e. Goci
pochodzą prawdopodobnie z mitycznej wyspy Skandza u wybrzeży
dzisiejszej Szwecji. Przepłynęli Bałtyk w I wieku n.e. i osiedlili
się na środkowym i wschodnim wybrzeżu Pomorza. Później wędrowali na
południe i wschód, pojawiając się w Kotlinie Hrubieszowskiej około
180 lat po Chrystusie. Nad Huczwą, zbudowali potężną cywilizację,
jedną z największych w Europie. Teren kotliny zamieszkiwało ok.
10000 Gotów (w samym Masłomęczu ponad 2000 osób). Charakterystyczną
cechą osad Gotów był sposób usytuowania cmentarzy (plan cmentarza
wyznaczał okrąg). Goci uprawiali przynajmniej cztery gatunki
pszenicy. Na ich polach rosły: groch, soczewica, bób i jęczmień.
Zajmowali się także hodowlą owiec. Ulice gockich osad były wyłożone
bierwionami. Goci znali się doskonale na anatomii ciała ludzkiego.
Kobiety nie były zbyt urodziwe, pewnie dlatego mężczyźni przywozili
sobie z wypraw wojennych smukłe, blondwłose Sarmatki. Gockie kobiety
starały się jednak ubierać elegancko, gustownie i seksownie. Nosiły
suknie, do ich ramiączek przypinały finezyjne naszyjniki. W talii
przepasywały się skórzanymi pasami zdobnymi w sprzączki. Włosy
upinały w koki lub węzły spinane ozdobnymi szpilami. Aby fryzury
były zadbane potrzebne były do tego grzebienie. Podczas licznych
polowań na jelenie, Goci zdobywali poroża dla gigantycznych fabryk
grzebieni, które produkowały ich około 10 tysięcy rocznie. Grzebień
był także najskuteczniejszym środkiem przeciw wszawicy. Większość
dnia Goci, mieszkający w Kotlinie Hrubieszowskiej, spędzali na
wyczesywaniu wszy. Stąd w każdym pochówku znajdują się grzebienie z
poroży jeleni. Jeszcze do niedawna Gotów uważano za ludzi
prymitywnych, a oni znali technikę powlekania dowolnego metalu innym
metalem: srebrzyli, złocili i cynkowali przedmioty. Budowali
piętrowe domy z kanalizacją, znali jedwab. Nie wiadomo jak walczyli,
gdyż mieli taki zwyczaj, iż nie chowali mężczyzn z bronią. Wiadomo
jednak, że byli bodaj jedynym ludem, który podbijając miasta
rzymskie, nie niszczył ich. Jedną z większych tajemnic Gotów jest
dziwny rytuał pogrzebowy. Do grobów składane były niekompletne ciała
zmarłych - pozbawione głowy, ucięte na wysokości pasa. Niekiedy
grzebano same, odcięte kończyny. Do niektórych grobów wkładano
czaszki z wcześniejszych pochówków. Groby wielokrotnie rozkopywano,
przemieszczano szczątki zmarłych, dokładano dary pośmiertne. Inną
ciekawostką jest to, że zdecydowaną większość pogrzebanych ciał
stanowią kobiety i dzieci. Gdzie zatem zniknęła męska część
populacji? Jest to na razie wielka zagadka. Około 375 r. n.e.,
nękani przez najazdy wojowniczych plemion, m.in. Hunów, Goci
opuścili okolice Hrubieszowa.
Po krótkim postoju - przy przystanku autobusowym gdzie ustawiono
pamiątkową tablicę - skręcamy w lewo, aby po przejechaniu 3 km
dojechać do następnego skrzyżowania ale już w Mienianach. Tutaj
kierujemy się również w lewo. Po ok. 600 m docieramy do kaplicy
grobowej rodziny de Magura Madan. Obiekt pochodzi z pierwszej poł.
XIX w. i obecnie służy wiernym jako kościół filialny. Stąd jedziemy
do Kozodaw (ok. 2 km). Po prawej stronie ostrego łuku jezdni
znajduje się kopiec ziemny z krzyżem na wierzchołku. Jest to
zbiorowa mogiła żołnierzy poległych podczas wielkiej bitwy, która
rozegrała się tutaj podczas I wojny światowej. Po krótkim odpoczynku
jedziemy dalej (ok. 2,5 km), aby dojechać do Łotoszyn. Tu skręcamy w
prawo i drogą „żużlówką” (2 km) dojeżdżamy do drogi Hrubieszów -
Kryłów. Teraz skręcamy jeszcze raz w prawo i po 200 m jazdy jesteśmy
na wzgórzu zwanym „Czumowską Górą”. Patrząc stąd na wschód widzimy
rozległe, bagniste obniżenie porośnięte kępami drzew i zarośli.
Miejsce to - zwane „Królewskim Kątem” - przypomina nam o
historycznej przeprawie przez Bug, króla Bolesława Chrobrego. Tędy
właśnie prowadziła droga władcy Polski, podczas zwycięskiej wyprawy
na Kijów w 1018 roku. Warto tutaj zrobić krótki odpoczynek. Siedząc
na wysokiej, porośniętej roślinnością stepową, skarpie (20 m od
szosy) możemy zachwycać się pięknem nadbużańskiej przyrody. Po
nabraniu sił wracamy na szosę i zjeżdżamy z opisywanego wzgórza
jadąc w kierunku Hrubieszowa. Jednak zaraz przy pierwszym
skrzyżowaniu kierujemy się w prawo, aby po przejechaniu ok. 1,5 km,
dojechać do głównego skrzyżowania Gródka. Tu skręcamy w prawo, w
kierunku doliny Bugu, i jedziemy prosto jeszcze ok. 0,4 km.
Zatrzymując się w tym miejscu zauważymy, po lewej stronie drogi,
stary, zdewastowany cmentarz grekokatolicki, od 1875 roku
prawosławny. Była tam pochowana Joanna Grodecka, matka chrzestna
Bolesława Prusa. Niestety, jej nagrobek nie zachował się. Warto
jednak zwrócić uwagę na to miejsce. Na niewysokiej, lessowej skarpie
cmentarzyska znajduje się stanowisko żołny oraz roślinność stepowa.
Teren o którym mówimy, łącznie z okolicznym wzgórzem, nosi nazwę
Horodysko. Jest to miejsce częstych prac wykopaliskowych. Gródek, to
miejscowość, która odegrała bardzo ważną rolę w naszych pradziejach.
Rozwijające się tutaj - na przestrzeni wielu tysiącleci -
osadnictwo, pozostawiło po sobie wiele cmentarzysk i śladów osad z
różnych okresów naszej historii. Osada w Gródku z okresu 3100-2500
r. p.n.e. okazała się kopalnią wiedzy na temat życia ludności
kultury pucharów lejkowatych. Jej mieszkańców spotkał prawdopodobnie
najazd. Dzięki temu zachowało się całe bogactwo zabytków
pozostawionych przez uchodzącą w pośpiechu ludność. W osadzie
znaleziono, obok ogromnej ilości, często całych naczyń glinianych,
również zabytki krzemienne, kościane, kamienne a nawet miedziane.
Jest to swego rodzaju „neolityczny skansen”. Prace wykopaliskowe
prowadzono również na cmentarzysku kultury łużyckiej z początku I
tysiąclecia p.n.e., gdzie wydobyto wiele popielnic z prochami
zmarłych. Skandynawscy Goci, o których pisałem przy Masłomęczu,
przebywając w Kotlinie Hrubieszowskiej ponad 200 lat, również w
Gródku pozostawili po sobie kilka cmentarzysk i ślady po osadach. To
tutaj znajduje się największe w Europie cmentarzysko gockie.
Podobnie jak w Masłomęczu, także i w Gródku prowadzone wykopaliska
dostarczyły wiele sensacyjnych odkryć dotyczących życia tego ludu.
Tutaj również odkryto pochówek wojownika w pełnym uzbrojeniu z
okresu XI wieku. Jadąc od cmentarza w kierunku rzeki, wjeżdżamy w
krótki, ale za to wysoki wąwóz. Gdy opuszczamy ten nieco ciemny
korytarz lessowy, przed naszymi oczyma otwiera się panorama
rozległej doliny Bugu. W tym miejscu radzę wejść na wysoką skarpę
Horodyska, idąc w kierunku południowym. Jest to doskonały punkt
widokowy na przepiękną dolinę Bugu. Stąd możemy zobaczyć
szerokotorową linię kolejową LHS wraz z mostem na Bugu, łączącą
Śląsk z Ukrainą oraz meandrującą rzekę wśród podmokłych,
nadbużańskich łąk. Silnie nasłonecznione skarpy na terenie Gródka są
miejscem gdzie dogodne warunki do rozwoju znalazły rośliny
ciepłolubne pochodzące z głębi Ukrainy. Wśród bujnie rozwijającej
się roślinności stepowej możemy dostrzec m.in.: szczodrzeńca
zmiennego, żmijowca stepowego, kosaćca bezlistnego oraz wężymorda
stepowego. Stanowisko, tej unikatowej w skali kraju roślinności,
stanowi pomnik przyrody. Teraz schodzimy z powrotem do wylotu
wąwozu. Już na początku tej części trasy szczęśliwcy mogą spotkać
susła perełkowanego, który zamieszkuje tereny południowo-wschodniej
Polski i właśnie w Gródku ma jedno z nielicznych w Polsce stanowisk.
Dalej, podążając polną drogą w kierunku północnym - zgodnie z nurtem
rzeki Bug - docieramy do miejsca, gdzie swoje ujście do Bugu ma
Huczwa. Tutaj i w wielu innych nadbrzeżnych miejscach łatwo dostrzec
ślady pobytu bobrów. Powalone drzewa oraz grube wióra, które
pozostały po tych zwierzętach świadczą o wielkiej sile tych ssaków.
Coraz większa populacja bobrów na naszym terenie, to dowód na to, że
nasze rzeki są coraz mniej zanieczyszczane. Z tego miejsca udajemy
się na grodzisko. Aby tam dotrzeć "trzymamy" się tym razem rzeki
Huczwy, przemieszczając się w kierunku przeciwnym do jej nurtu (na
zachód). Po prawie 1 km wędrówki docieramy do - jednego z
najpotężniejszych na Zamojszczyźnie - grodziska. Grodzisko w Gródku
jest jednym z najstarszych na Zamojszczyźnie. To tutaj znajdował się
gród Wołyń, wchodzący niegdyś w skład Grodów Czerwieńskich. Badania
archeologiczne datują go już na VIII wiek, chociaż latopisy
wspominają o nim dopiero od 990 roku. Wołynianie mieli tu jedno ze
swoich centrów plemiennych. Stąd nazwa Wołyń rozpowszechniła się na
Ruś a później Rzeczypospolitą. Gród stał na wzniesieniu otoczonym
wokół mokradłami. Stanowił w ten sposób punkt strategiczny, który w
owych czasach strzegł przeprawy przez Bug. Należy tu wspomnieć, że
gród Wołyń leżał na szlaku z Kijowa do Małopolski. Na przełomie X i
XI wieku należał do Rusi Kijowskiej, po zagarnięciu go w 981 roku
przez kijowskiego księcia Włodzimierza. W 1018 roku zdobył go
Bolesław Chrobry, podczas zwycięskiej wyprawy na Kijów. Po śmierci
króla gród ponownie wrócił w ręce książąt ruskich. Ostatnie wzmianki
o grodzie pochodzą z połowy XIII wieku i mówią o zniszczeniu go
przez najazd Mongołów. Niewykluczone jest jednak, że władający
wówczas Grodami Czerwieńskimi książęta halicko-włodzimierscy,
zniszczyli własne umocnienia na rozkaz wodza tatarskiego. Podczas
prowadzonych tutaj prac wykopaliskowych odkopano bardzo ciekawe
zabytki związane z wczesnośredniowieczem (VI - XIII w.) Obok
toczonych na kole, przeważnie zdobionych naczyń glinianych i
narzędzi codziennego użytku (noże, przęśliczki, osełki i żelazne
grociki), odkryto rzadko spotykane enkolpiony (dwuczęściowe
zawieszki w kształcie krzyża z miejscem na relikwię). Potężne
grodzisko, nazywane przez miejscową ludność Zamczyskiem, położone
jest nad Huczwą. Jest to wspaniały punkt widokowy, z którego można
dostrzec m.in. "Księżycową Mogiłę" - XI-wieczny kurhan, kryjący
prawdopodobnie szczątki jakiegoś wodza.
Po zwiedzeniu Gródka wracamy do Hrubieszowa.
Warto wiedzieć:
Gminny Ośrodek Kultury w Hrubieszowie z/s w Wołajowicach, w celu
krzewienia i utrwalania wiedzy o pradziejach swego terenu,
organizuje cykliczne konkursy archeologiczne po hasłem: „Archeologia
w Kotlinie Hrubieszowskiej”. Konkurs o zasięgu gminnym – dla uczniów
szkół podstawowych a konkurs o zasięgu powiatowym – dla uczniów
gimnazjów.
TRASA NADBUŻAŃSKA (41 km)
Hrubieszów (Muzeum im. ks. St. Staszica) - Gródek (miejsce pochówku
matki chrzestnej Bolesława Prusa, stanowisko żołny, płaty
roślinności stepowej, miejsce częstych prac wykopaliskowych, wąwóz
lessowy, stanowisko susła perełkowanego, wczesnośredniowieczne
grodzisko, "Królewski Kąt") - Czumów (eklektyczny pałacyk z XIX w.)
- Ślipcze (tajemnicze kurhany z "Mogiłą Chrobrego", przełom Bugu) -
Kosmów (park podworski, kopiec-pomnik z okresu zarazy morowej,
"Czapliniec"- ostoja czapli siwej) - Cichobórz (cmentarz z okresu I
wojny światowej) - Mieniany (kaplica grobowa rodziny de Magura Madan)
- Kozodawy (kopiec-mogiła z okresu I wojny światowej) - Hrubieszów.
JAK WĘDROWAĆ
Zwiedzanie zaczynamy - podobnie jak przy każdym szlaku - od Muzeum w
Hrubieszowie, gdzie zapoznajemy się z pradziejami regionu, dziejami
miasta i regionu oraz hrubieszowską sztuką ludową, oglądając liczne
zbiory etnograficzne. Warto również obejrzeć wystawę "Region w
plastyce", gdzie współcześni malarze - uczestnicy plenerów
malarskich - prezentują prace utrwalające pejzaż i ginącą
architekturę Ziemi Hrubieszowskiej.
Pierwszą miejscowością, którą koniecznie musimy zwiedzić po
wyjeździe z miasta, jest Gródek. Docierając do wioski, przekraczamy
skrzyżowanie dróg i podążamy prosto ok. 0,4 km. Zatrzymując się w
tym miejscu zauważymy po lewej stronie drogi stary, zdewastowany
cmentarz grekokatolicki, od 1875 roku prawosławny. Była tam
pochowana Joanna Grodecka, matka chrzestna Bolesława Prusa.
Niestety, jej nagrobek nie zachował się. Warto jednak zwrócić uwagę
na to miejsce. Na niewysokiej, lessowej skarpie cmentarzyska
znajduje się stanowisko żołny oraz roślinność stepowa. Teren o
którym mówimy, łącznie z okolicznym wzgórzem, nosi nazwę Horodysko.
Jest to miejsce częstych prac wykopaliskowych. Gródek, to
miejscowość, która odegrała bardzo ważną rolę w naszych pradziejach.
Rozwijające się tutaj - na przestrzeni wielu tysiącleci -
osadnictwo, pozostawiło po sobie wiele cmentarzysk i śladów osad z
różnych okresów naszej historii. Osada w Gródku z okresu 3100-2500
r. p.n.e. okazała się kopalnią wiedzy na temat życia ludności
kultury pucharów lejkowatych. Jej mieszkańców spotkał prawdopodobnie
najazd. Dzięki temu zachowało się całe bogactwo zabytków
pozostawionych przez uchodzącą w pośpiechu ludność. W osadzie
znaleziono, obok ogromnej ilości, często całych naczyń glinianych,
również zabytki krzemienne, kościane, kamienne a nawet miedziane.
Jest to swego rodzaju "neolityczny skansen". Prace wykopaliskowe
prowadzono również na cmentarzysku kultury łużyckiej z początku I
tysiąclecia p.n.e., gdzie wydobyto wiele popielnic z prochami
zmarłych. Skandynawscy Goci, przebywając w Kotlinie Hrubieszowskiej
ponad 200 lat, również w Gródku pozostawili po sobie kilka
cmentarzysk i ślady po osadach. To tutaj znajduje się największe w
Europie cmentarzysko gockie. Prowadzone wykopaliska dostarczyły
wiele sensacyjnych odkryć dotyczących życia tego ludu. Tutaj również
odkryto pochówek wojownika w pełnym uzbrojeniu z okresu XI wieku.
Jadąc od cmentarza w kierunku rzeki, wjeżdżamy w krótki, ale za to
wysoki wąwóz. Gdy opuszczamy ten nieco ciemny korytarz lessowy,
przed naszymi oczyma otwiera się panorama rozległej doliny Bugu. W
tym miejscu radzę wejść na wysoką skarpę Horodyska, idąc w kierunku
południowym. Jest to doskonały punkt widokowy na przepiękną dolinę
Bugu. Stąd możemy zobaczyć szerokotorową linię kolejową LHS wraz z
mostem na Bugu, łączącą Śląsk z Ukrainą oraz meandrującą rzekę wśród
podmokłych, nadbużańskich łąk. Silnie nasłonecznione skarpy na
terenie Gródka są miejscem gdzie dogodne warunki do rozwoju znalazły
rośliny ciepłolubne pochodzące z głębi Ukrainy. Wśród bujnie
rozwijającej się roślinności stepowej możemy dostrzec m.in.:
szczodrzeńca zmiennego, żmijowca stepowego, kosaćca bezlistnego oraz
wężymorda stepowego. Stanowisko, tej unikatowej w skali kraju
roślinności, stanowi pomnik przyrody. Teraz schodzimy z powrotem do
wylotu wąwozu. Już na początku tej części trasy szczęśliwcy mogą
spotkać susła perełkowanego, który zamieszkuje tereny
południowo-wschodniej Polski i właśnie w Gródku ma jedno z
nielicznych w Polsce stanowisk. Dalej, podążając polną drogą w
kierunku północnym - zgodnie z nurtem rzeki Bug - docieramy do
miejsca, gdzie swoje ujście do Bugu ma Huczwa. Tutaj i w wielu
innych nadbrzeżnych miejscach łatwo dostrzec ślady pobytu bobrów.
Powalone drzewa oraz grube wióra, które pozostały po tych
zwierzętach świadczą o wielkiej sile tych ssaków. Coraz większa
populacja bobrów na naszym terenie, to dowód na to, że nasze rzeki
są coraz mniej zanieczyszczane. Z tego miejsca udajemy się na
grodzisko. Aby tam dotrzeć "trzymamy" się tym razem rzeki Huczwy,
przemieszczając się w kierunku przeciwnym do jej nurtu (na zachód).
Po prawie 1 km wędrówki docieramy do - jednego z najpotężniejszych
na Zamojszczyźnie - grodziska. Grodzisko w Gródku jest jednym z
najstarszych na Zamojszczyźnie. To tutaj znajdował się gród Wołyń,
wchodzący niegdyś w skład Grodów Czerwieńskich. Badania
archeologiczne datują go już na VIII wiek, chociaż latopisy
wspominają o nim dopiero od 990 roku. Wołynianie mieli tu jedno ze
swoich centrów plemiennych. Stąd nazwa Wołyń rozpowszechniła się na
Ruś a później Rzeczypospolitą. Gród stał na wzniesieniu otoczonym
wokół mokradłami. Stanowił w ten sposób punkt strategiczny, który w
owych czasach strzegł przeprawy przez Bug. Należy tu wspomnieć, że
gród Wołyń leżał na szlaku z Kijowa do Małopolski. Na przełomie X i
XI wieku należał do Rusi Kijowskiej, po zagarnięciu go w 981 roku
przez kijowskiego księcia Włodzimierza. W 1018 roku zdobył go
Bolesław Chrobry, podczas zwycięskiej wyprawy na Kijów. Po śmierci
króla gród ponownie wrócił w ręce książąt ruskich. Ostatnie wzmianki
o grodzie pochodzą z połowy XIII wieku i mówią o zniszczeniu go
przez najazd Mongołów. Niewykluczone jest jednak, że władający
wówczas Grodami Czerwieńskimi książęta halicko-włodzimierscy,
zniszczyli własne umocnienia na rozkaz wodza tatarskiego. Podczas
prowadzonych tutaj prac wykopaliskowych odkopano bardzo ciekawe
zabytki związane z wczesnośredniowieczem (VI - XIII w.) Obok
toczonych na kole, przeważnie zdobionych naczyń glinianych i
narzędzi codziennego użytku (noże, przęśliczki, osełki i żelazne
grociki), odkryto rzadko spotykane enkolpiony (dwuczęściowe
zawieszki w kształcie krzyża z miejscem na relikwię). Potężne
grodzisko, nazywane przez miejscową ludność Zamczyskiem, położone
jest nad Huczwą. Jest to wspaniały punkt widokowy, z którego można
dostrzec m.in. "Księżycową Mogiłę" - XI-wieczny kurhan, kryjący
prawdopodobnie szczątki jakiegoś wodza. W tym miejscu radzę zrobić
krótki odpoczynek. Po nabraniu sił, polna droga biegnąca w kierunku
zachodnim „doprowadzi” nas - po ok. 0.2 km - do głównej jezdni wsi
Gródek, gdzie skręcając w lewo, jedziemy przez całą wieś -
przejeżdżając przez skrzyżowanie, którym wcześniej wjechaliśmy do
Gródka. Jadąc prosto dojeżdżamy do drogi Hrubieszów - Kryłów. Tutaj
skręcamy w lewo i po kilkuset metrach jazdy jesteśmy na wzgórzu
zwanym „Czumowską Górą”. Patrząc w kierunku doliny Bugu widzimy
bagniste obniżenie porośnięte kępami zarośli i drzew - to „Królewski
Kąt”. Jest to miejsce którędy w 1018 r. Bolesław Chrobry przeprawiał
się przez Bug podczas wyprawy na Kijów. Panorama w tym kierunku
dostarcza wiele niezapomnianych wrażeń. Jest to bowiem wspaniały
punkt widokowy. Możemy tu zobaczyć most kolejowy na granicznej rzece
Bug oraz rozległe tereny sąsiedniego państwa - Ukrainy. Wspomnę
jeszcze, że malownicze łąki „Królewskiego Kąta” - podczas wiosennych
wylewów - zamieniają się w jedno wielkie jezioro. Kiedy zwrócimy
swój wzrok lekko w prawo, ujrzymy sylwetkę wolno stojącego obiektu.
Jest to klasycystyczny pałacyk z XIX wieku. Aby dotrzeć do tej
budowli, jedziemy trasą Hrubieszów - Kryłów, aż do centrum Czumowa.
Stąd prowadzi betonowa droga prosto na nadbużańską skarpę, na której
stoi wspomniany zabytek. Obiekt, który został zaprojektowany przez
dwóch architektów włoskich, wzniesiono dla Pohoreckich w II poł. XIX
wieku. Trzy stulecia wstecz istniała tu strażnica nadbużańska -
zameczek rycerski. To pozwoliło wykorzystać pozostałości dawnej
baszty do uformowania obecnego pałacu. Teraz obiekt stanowi własność
prywatną i adaptowany jest do celów turystyczno-wypoczynkowych.
Zanim jednak do tego doszło pałacyk miał wielu użytkowników. W
czasie I wojny światowej Austriacy założyli tutaj szpital polowy.
Pożar wywołany działaniami bojowymi pozostawił po sobie wiele
zniszczeń. Na początku II wojny światowej stacjonujący tu żołnierze
radzieccy spalili wyposażenia wnętrz, zaś Niemcy okupujący później
obiekt, zakładając placówkę graniczną, wycieli drzewa zasłaniające
widok na Bug. Po zakończeniu działań wojennych pałacyk zajęto na
strażnicę WOP. Później umieszczono w nim szkołę. Obecnie, dzięki
gościnności właścicieli, jest miejscem, gdzie organizowane są m.in.
imprezy krajoznawczo-turystyczne. Położenie pałacyku nad meandrującą
rzeką, z dala od głównej drogi, daje szansę udanego wypoczynku, do
którego zachęcamy właśnie tutaj przed następnym etapem naszej
wędrówki. Po nabraniu sił, wracamy ponownie na trasę Hrubieszów -
Kryłów aby, po przejechaniu dwóch kilometrów, skręcić w lewo. Jadąc
teraz polną drogą (na północny-wschód), dojeżdżamy do pierwszej
drogi w prawo aby dotrzeć nią do nadbużańskiego lasku. My jednak nie
wjeżdżamy do niego, tylko podążamy dalej, w kierunku wschodnim.
Kiedy dojedziemy do skrzyżowania dróg, skręcamy - na chwilkę - na
lewo, aby zajrzeć na tyły gospodarstwa zlokalizowanego po lewej
stronie drogi. Tutaj widzimy jeden z trzech tajemniczych kopców
znajdujących się w Ślipczu bo tak nazywa się miejscowość, w której
jesteśmy. Teraz wracamy tą samą drogą, ale nie skręcamy w prawo skąd
przyjechaliśmy, tylko jedziemy prosto w kierunku Kryłowa. Po ok. 0,5
km drogi zatrzymujemy się - przy pierwszym domostwie po lewej
stronie drogi. Przy tym obejściu widzimy drugi z tajemniczych
kopców-kurhanów. Kiedy jednak obrócimy się w prawo - patrząc z drogi
na zachód - przed naszymi oczyma ukazuje się trzeci, największy
kurhan, zwany przez miejscową ludność „Mogiłą Chrobrego”. Kurhany te
nie zostały jeszcze dokładnie przebadane, stąd różne hipotezy
dotyczące datowania tych obiektów. Jedne badania powierzchniowe
określają ich pochodzenie na okres wczesnego średniowiecza, inne zaś
nie wykluczają, że nasypy kopców kryją pochówki z okresu wpływów
rzymskich. Będąc w Ślipczu nie możemy pominąć innej atrakcji
turystycznej. Jest to malowniczy przełom Bugu. To właśnie tutaj Bug
silnie meandruje i przechodzi w odcinek przełomowy, przebijając się
przez lessowe wzniesienia. Jeden z najpiękniejszych odcinków rzeki
Bug. Strome skarpy (ponad 20 m) upodobały sobie jaskółki brzegówki,
które w miękkich, lessowych skałach budują swoje nadwodne domki. Nad
głębokim korytem meandrującej rzeki, dramatycznie pochylają się
drzewa. Co jakiś czas skały, na których rosną te drzewa, ulegają
rzece i osuwając się do wody, tworzą dzikie a zarazem malownicze
zatory. Dalej, jadąc w kierunku południowym, dojeżdżamy do głównej
drogi. Stąd jedziemy do Kosmowa. Tutaj zatrzymujemy się za mostem,
pod którym przepływa rzeka Bukowa. Gdy skręcimy w lewo, dojedziemy
do ujścia Bukowej do Bugu. Gdy pojedziemy prosto (0,3 km), to
zobaczymy, po prawej stronie jezdni, kopiec-pomnik z okresu zarazy
morowej. Obiekt pochodzi z 1848 r. Warto też wspomnieć o rozległej
dolinie Bukowej po prawej stronie mostu. Zobaczymy tutaj
pozostałości parku podworskiego oraz - nieco dalej - ceglany budynek
z dawnego zespołu dworskiego (obecnie kaplica). My jednak skręcimy w
prawo, aby po przejechaniu 1,2 km, zatrzymać się przy narożu małego
lasku. To właśnie tutaj i dokładnie w tej części kompleksu leśnego,
czaple siwe założyły tzw. "Czapliniec". Wystarczy - nie schodząc
nawet z drogi - popatrzeć na wierzchołki drzew a ujrzymy wiele
gniazd, na których dumnie stoją wspomniane ptaki. Jeżeli mamy więcej
czasu, to warto poobserwować ich piękne loty oraz posłuchać
charakterystycznego gęgania. “Czapliniec” w Kosmowie to największa
na Zamojszczyźnie kolonia czapli siwej. Z dokonanych obserwacji
wynika, że składa się z 65 gniazd, z których przeważająca część jest
zamieszkała. Czapla siwa (Ardea cinerea) jest największą europejską
czaplą - 91 cm. Rozpiętość jej skrzydeł wynosi ok. 1,4m. Zamieszkuje
tereny podmokłe lub obszary z dużą liczbą zbiorników wodnych. Często
przesiaduje na gałęziach drzew. Lata wolno, miarowo uderzając
skrzydłami. W czasie lotu szyję ma esowato wygiętą ku tyłowi. Ptaki
polują z zasiadki przy brzegach płytkich wód, na polach i łąkach. W
skład ich diety wchodzą: ryby, płazy, małe ssaki i owady. Czaple
gniazdują koloniami. Jest to ptak wędrowny lub osiadły. Na terenach
lęgowych przebywa od lutego do sierpnia. Gniazda buduje z chrustu w
koronach wysokich drzew i są one wykorzystywane przez ptaki co roku.
Już od marca czapla siwa składa 2-5 bladych niebieskozielonych jaj.
Po ok. 0,8 km dalszej jazdy skręcamy w prawo, aby po przejechaniu
jeszcze 1 km, dojechać do kościółka w Cichobórzu. Świątynia stoi na
terenie cmentarza z I wojny światowej, na którym znajduje się 56
zbiorowych mogił ziemnych i dwie indywidualne. Groby pod kościołem
są zdewastowane, na terenie wokół kościoła prawdopodobnie tylko
zniwelowane na powierzchni. Kościół stoi przy drodze do Hrubieszowa.
Tą właśnie trasą wracamy do miasta. Zatrzymamy się jednak w dwóch
miejscowościach w drodze powrotnej. Pierwszy przystanek zrobimy przy
kaplicy grobowej rodziny de Magura Madan w Mienianach (0,6 km za
szkołą podstawową). Obiekt pochodzi z pierwszej poł. XIX w. i
obecnie służy wiernym jako kościół filialny. Drugi raz zatrzymamy
się przed Kozodawami. Po prawej stronie ostrego łuku jezdni znajduje
się kopiec ziemny z krzyżem na wierzchołku. Jest to zbiorowa mogiła
żołnierzy poległych podczas wielkiej bitwy, która rozegrała się
tutaj podczas I wojny światowej.
To już ostatnie ciekawe miejsce na opisywanej trasie.
Weź udział:
Każdego roku - w drugiej połowie czerwca - Starostwo Powiatowe w
Hrubieszowie organizuje Ogólnopolski Spływ Kajakowy po rzece Bug.
Współorganizatorem tej formy wypoczynku jest Gminny Ośrodek Kultury
w Wołajowicach.
TRASA STASZICOWSKA (15 km)
Hrubieszów (Muzeum im. ks. Stanisława Staszica) - Moroczyn (ruiny
zespołu dworskiego z XIX w., park podworski ze starym cmentarzem
prawosławnym) - Dziekanów (pomnik Stanisława Staszica, zarządcówka
Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego, kuźnia TRH, grobowiec
pierwszego prezesa TRH - Józefa Grotthusa - i jego żony Tekli,
kaplica grobowa rodziny Grotthusów) - Hrubieszów.
JAK WĘDROWAĆ
Zwiedzanie zaczynamy od Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w
Hrubieszowie. Tutaj możemy zapoznać się z dziejami miasta i regionu,
hrubieszowską sztuką ludową oraz obejrzeć wystawę „Region w
plastyce”. Ze względu na charakter szlaku szczególną uwagę radzę
zwrócić na salę poświęconą ks. Stanisławowi Staszicowi oraz
Towarzystwu Rolniczemu Hrubieszowskiemu. Autorzy stałej wystawy,
poświęconej fundacji TRH i jego założycielowi, w bardzo ciekawy
sposób przedstawiają postać ks. St. Staszica i historię Towarzystwa
Rolniczego Hrubieszowskiego.
Główną miejscowością na trasie naszej wędrówki jest Dziekanów. Jadąc
jednak w tym kierunku nie możemy pominąć Moroczyna, jego zabytków i
ciekawej historii. Tak więc podążając w kierunku Zosina, skręcamy w
Teptiukowie w lewo, i po przebyciu ok. 1 km drogi, jesteśmy w
Moroczynie. Tu skręcamy jeszcze raz w lewo na drogę, którą możemy
dojechać do zespołu dworskiego z XIX w. (teren prywatny). Zabytkowa
zabudowa jest obecnie w ruinie, ale dzieje tej rezydencji są na tyle
ciekawe, że warto zajrzeć do tego zakątka Moroczyna. Zanim jednak
skręcimy w lewo aby dojechać do dworu, popatrzmy w głąb drogi, gdzie
zobaczymy białą sylwetkę XVIII-wiecznej kapliczki z figurą św. Jana
Nepomucena.
Z ową kapliczką wiąże się tragiczna historia przytoczona przez prof.
Wiktora Zina w książce pt. „Opowieści o polskich kapliczkach”: „W
relacji ludzi z ubiegłego wieku przy budowli tej rosły kiedyś cztery
potężne jawory. Wiosną 1863 roku Kozacy stacjonujący wówczas w
Hrubieszowie przywieźli wozem czterech związanych ze sobą młodych
ludzi. Powieszono ich właśnie tutaj, przy kapliczce, chociaż
kilometr dalej na wzgórzu dziekanowskim, zwanym dziś Szubymycia,
czyli szubienica, wieszano innych „buntowników”, jak Rosjanie
nazywali powstańców. Kilka dni wisieli nieszczęśliwcy ku przestrodze
wszystkich nieposłusznych. Pogrzebano ich na dziekanowskim
cmentarzu. Świętość miejsca została jakby wzbogacona nieznanym
epizodem. I to trwało dalej. Podczas ostatniej okupacji dwóch
pijanych żandarmów przywiozło właśnie tu zabiedzonego Żyda. (...).
Ustawili Żyda pod kapliczką i zastrzelili jednym strzałem z
karabinu. Ani ofiara ani oprawcy nie wyrzekli przy tym ani słowa.
(...) Zabitego pozostawiono u stóp wybrzuszonej części słupa.
Istniała jakaś siła emanująca z tego miejsca, skoro zbrodni dokonano
właśnie tutaj.” Teraz jedziemy jesionową aleją do wspomnianych już
ruin zespołu dworskiego. XIX-wieczny dwór w Moroczynie został
wybudowany przez Chrzanowskich. Na przełomie XIX i XX wieku obiekt
został przebudowany według projektu architekta Stanisława
Czachórskiego. Po II wojnie światowej użytkownikiem zespołu
dworskiego stał się miejscowy POM. W późniejszym okresie (do czasu
wybudowania obiektu szkoły podstawowej) uczyły się tutaj dzieci.
Obecnie zdewastowany budynek, obok którego stoi jeszcze ruina
XIX-wiecznego spichrza, stał się własnością prywatną. Za dworem
rozciąga się park krajobrazowy ze stawem. Także w parku, obok
zaniedbanego cmentarza prawosławnego, znajduje się mogiła. Pochowano
w niej podchorążego Stanisława Bąka. Zginął za Ojczyznę 25 września
1939 r. w Teptiukowie. Według miejscowych opowiadań zabity został
przez żołnierzy Armii Czerwonej. Opuszczając teren zespołu
dworskiego (wyjeżdżamy obok budynku dawnej szkoły podstawowej na
asfaltówkę) i udając się dalej - w kierunku Dziekanowa - radzę
ponownie skręcić w lewo, w następną boczną uliczkę Moroczyna i
zwrócić uwagę na ciekawy wystrój posesji gospodarskich. Bajecznie
ukwiecone obejścia domostw oraz zmyślnie wyeksponowane stare
narzędzia rolnicze tworzą miłą atmosferę i zachęcają do wypoczynku
przed następnym etapem naszej wędrówki. Teraz ponownie wracamy na
główną trasę aby po przejechaniu kilku kilometrów zatrzymać się w
Dziekanowie - byłej siedzibie Towarzystwa Rolniczego
Hrubieszowskiego. TRH to fundacja założona przez ks. Stanisława
Staszica w 1816 roku, mająca być jak chciał sam założyciel "wzorem
sprawiedliwego urządzenia włościan dla ratowania się wspólnie w
nieszczęściach". Swym zasięgiem objęła: 9 wsi, jedną osadę oraz
część Hrubieszowa. Za główny cel Towarzystwo postawiło sobie postęp
w kulturze rolnej i oświacie, opiekę społeczną oraz polepszenie
warunków życia miejscowych chłopów, którzy w dobrach Staszicowskiej
fundacji zostali zwolnieni z pańszczyzny i otrzymali ziemię na
własność. W swoim testamencie Staszic napisał: "Dobra moje
dziedziczne, miasto Rubieszów i wszystkie należne wsie (...)
przeznaczam na uszczęśliwienie tej włości mieszkańców". Towarzystwo
miało także własność wspólną. Obejmowała ona: lasy, stawy, młyny,
cegielnie, karczmy, magazyny, część ziem uprawnych oraz tartak. To
właśnie wpływy z tych przedsięwzięć pozwalały na utrzymanie i
rozbudowę tak ważnych instytucji społecznych jak: szpitale, apteki,
szkoły i udzielane w nich stypendia oraz opiekę społeczną.
Towarzystwo udzielało kredytów na budowę murowanych domów, na czym
skorzystało najwięcej samo miasto. TRH zwracało dużą uwagę na więzi
międzyludzkie, propagując współpracę oraz wzajemną pomoc. Na czele
Towarzystwa stał dziedziczny prezes oraz obieralna Rada Gospodarcza.
Od początku istnienia fundacji, aż do 1885 r. stanowiska prezesów
Towarzystwa piastowali Grotthusowie. Później władze carskie,
ingerując w sprawy Towarzystwa, obsadzały to stanowisko z urzędu.
Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie było pierwszą tego rodzaju
organizacją rolniczą w Europie i przetrwało do czasów powojennych. W
Dziekanowie spotykamy wiele pamiątek po Staszicowskiej fundacji. Już
na skraju wsi, obok ośrodka zdrowia, stoi pomnik z popiersiem
Stanisława Staszica, założyciela TRH. Poruszając się w kierunku
centrum wsi - ok. 200 m - zatrzymujemy się przy bramie gospodarstwa
rolnego (teren prywatny). Zaraz za wjazdem stoi drewniany budynek
tzw. zarządcówka oraz murowana kuźnia, pochodzące z I poł. XIX w. -
niegdyś własność fundacji TRH. W odległości ok. 1 km od tego
miejsca, już w centrum wsi, na placu przed wiejską świetlicą,
znajduje się grobowiec pierwszego prezesa TRH, Józefa Grotthusa (zm.
w 1828 r.) i jego żony Tekli z Jaszowskich (zm. w 1832 r.). Jadąc
dalej, w kierunku Hrubieszowa, zatrzymujemy się przy cmentarzu.
Stojąca tutaj kaplica cmentarna została wzniesiona około połowy XIX
wieku jako kaplica grobowa rodziny Grotthusów. Murowana z cegły,
otynkowana. We frontowej ścianie wmurowane epitafia Onufrego
Grotthusa (zm. 1851 r.) i Krzysztofa Grotthusa (zm. 1855 r.). Po
zwiedzeniu cmentarza udajemy się do miejsca, z którego rozpoczęliśmy
naszą wędrówkę. Wracając jednak do Hrubieszowa zwróćmy swoją uwagę
na kolejny pomnik wystawiony w hołdzie Stanisławowi Staszicowi,
dobroczyńcy Ziemi Hrubieszowskiej i nie tylko. Obelisk ten
wystawiono w 1922 r. w Hrubieszowie przy obecnej ulicy 3-go Maja.
Tutaj kończy się trasa naszego szlaku.
Weź udział:
Gminny Ośrodek Kultury w Wołajowicach - każdego roku, w pierwszą
niedzielę maja - organizuje Regionalne Obchody Staszicowskie.
Imprezę rozpoczyna msza św. w intencji ks. Stanisława Staszica z
uroczystym złożeniem wieńców przy jego pomniku. W dalszej części
obchodów można wysłuchać koncertów w wykonaniu miejscowych zespołów
śpiewaczych oraz wziąć udział w konkursie wiedzy o ks. Stanisławie
Staszicu i jego fundacji TRH.
TRASA HISTORYCZNA (37 km)
Hrubieszów (Muzeum im. ks. St. Staszica, cmentarz wojskowy) -
Husynne (cmentarz wojenny z nieznanymi żołnierzami polskimi
zamordowanymi przez żołnierzy Armii Czerwonej w 1939 r., szlak
bocianich gniazd) - Moroczyn (ruiny zespołu dworskiego z XIX w.,
park podworski ze starym cmentarzem prawosławnym i mogiłą
podchorążego Stanisława Bąka z 1939 r.) - Dziekanów (zespół zabytków
po Towarzystwie Rolniczym Hrubieszowskim, płyta pamiątkowa
Mieczysława Futy) - Szpikołosy (historyczna kapliczka, drewniany
kościółek z 1801 r.) – Białoskóry-Gołębowiec (Strzelecki Park
Krajobrazowy, w lesie bezimienne mogiły żołnierskie z okresu II
wojny światowej) - Ubrodowice (kopiec-mogiła z okresu I wojny
światowej) - Stefankowice (park podworski z XIX-wieczną kuźnią,
stanowisko sosny czarnej, bezimienne mogiły żołnierskie) -
Moniatycze (cmentarz ze zbiorową mogiłą żołnierzy polskich poległych
w 1920 r.) - Hrubieszów (pomnik - miejsce bestialskiego mordu
dokonanego na Polakach przez Niemców w 1944 r.)
JAK WĘDROWAĆ
Muzeum jest tym miejscem gdzie możemy zapoznać się z regionem nie
wychodząc nawet z budynku. Zawdzięczamy to pracownikom tej placówki,
którzy w ciekawy sposób prezentują dziedzictwo kulturowe naszej
„Małej Ojczyzny”. Aby jednak lepiej poznać Miejsca Pamięci Narodowej
na Ziemi Hrubieszowskiej - często oddać hołd ludziom, którzy
pozostawili ślady w polskiej historii - oprowadzę Państwa po tych
szczególnych miejscach.
Wstępem do trasy będzie oczywiście zwiedzenie Muzeum im. Stanisława
Staszica w Hrubieszowie - co sugeruję przy każdym szlaku. Pierwszym
miejscem pamięci, przy którym zatrzymamy się, jest cmentarz wojskowy
położony w mieście. Oprócz pojedynczych i zbiorowych mogił
społeczeństwo polskie usytuowało tu dwa pomniki. Jeden z nich
powstał w latach 20-tych ubiegłego wieku na zbiorowej mogile
żołnierskiej. Dwukrotnie przebudowywany, w chwili obecnej ma kształt
pierwotny. Napis jednak pozostał współczesny "Poległym za
Niepodległość Polski 1918-1939". Na cmentarzu obok, znajduje się
jeszcze wiele mogił - indywidualnych i zbiorowych - z okresu I i II
wojny światowej, które należy zobaczyć. Po wyjeździe z miasta
udajemy się do Husynnego (kierunek Zosin). Na zachodnim krańcu wsi,
150 m na północ od drogi z Hrubieszowa, za osiedlem mieszkaniowym
znajduje się cmentarz wojenny. Pochowano tutaj 25 żołnierzy Wojska
Polskiego, zabitych we wrześniu 1939 r. (Stefana Pyszkowskiego z
Warszawy i 24 nieznanych) oraz 11-letniego Jana Papudę, który zginął
w 1944 r. Należy tutaj przypomnieć, że właśnie pod Husynnem we
wrześniu 1939 r. doszło do największej na Zamojszczyźnie bitwy
między wojskiem polskim a atakującą ze wschodu Armią Czerwoną, zaś
żołnierze pochowani na tutejszym cmentarzu wojennym to zamordowani
Polacy wzięci wcześniej do niewoli pod pobliskim Rogalinem. Po
odwiedzeniu tego miejsca radzę wybrać się do centrum wsi - jadąc w
kierunku Zosina - aby zobaczyć słynny na całą Polskę "Szlak
bocianich gniazd". Teraz wracamy w okolice cmentarza prawosławnego -
przyległego do opisywanej kwatery - na polną drogę, która poprowadzi
nas do Moroczyna. Po przebyciu ok. 1 km wjeżdżamy na asfaltową drogę
i skręcamy w prawo. Patrząc w głąb drogi zobaczymy białą sylwetkę
XVIII-wiecznej kapliczki z figurą św. Jana Nepomucena. Z ową
kapliczką wiąże się tragiczna historia przytoczona przez prof.
Wiktora Zina w książce pt. "Opowieści o polskich kapliczkach": „W
relacji ludzi z ubiegłego wieku przy budowli tej rosły kiedyś cztery
potężne jawory. Wiosną 1863 roku Kozacy stacjonujący wówczas w
Hrubieszowie przywieźli wozem czterech związanych ze sobą młodych
ludzi. Powieszono ich właśnie tutaj, przy kapliczce, chociaż
kilometr dalej na wzgórzu dziekanowskim, zwanym dziś Szubymycia,
czyli szubienica, wieszano innych „buntowników”, jak Rosjanie
nazywali powstańców. Kilka dni wisieli nieszczęśliwcy ku przestrodze
wszystkich nieposłusznych. Pogrzebano ich na dziekanowskim
cmentarzu. Świętość miejsca została jakby wzbogacona nieznanym
epizodem. I to trwało dalej. Podczas ostatniej okupacji dwóch
pijanych żandarmów przywiozło właśnie tu zabiedzonego Żyda. (...).
Ustawili Żyda pod kapliczką i zastrzelili jednym strzałem z
karabinu. Ani ofiara ani oprawcy nie wyrzekli przy tym ani słowa.
(...) Zabitego pozostawiono u stóp wybrzuszonej części słupa.
Istniała jakaś siła emanująca z tego miejsca, skoro zbrodni dokonano
właśnie tutaj.” My - po ok. 100 m drogi - skręcimy w lewo, aby
jesionową aleją dojechać do ruin zespołu dworskiego. XIX-wieczny
dwór w Moroczynie został wybudowany przez Chrzanowskich. Na
przełomie XIX i XX wieku obiekt został przebudowany według projektu
architekta Stanisława Czachórskiego. Po II wojnie światowej
użytkownikiem zespołu dworskiego stał się miejscowy POM. W
późniejszym okresie (do czasu wybudowania obiektu szkoły
podstawowej) uczyły się tutaj dzieci. Obecnie zdewastowany budynek,
obok którego stoi jeszcze ruina XIX-wiecznego spichrza, stał się
własnością prywatną. Za dworem rozciąga się park krajobrazowy ze
stawem. Także w parku, obok zaniedbanego cmentarza prawosławnego,
znajduje się mogiła. Pochowano w niej podchorążego Stanisława Bąka.
Zginął za Ojczyznę 25 września 1939 r. w Teptiukowie. Według
miejscowych opowiadań zabity został przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Od pałacu wyjeżdżamy polną drogą (obok dawnej szkoły) i trafiamy
ponownie na „asfaltówkę”. Teraz jedziemy do Dziekanowa. Zatrzymamy
się na skraju wsi - obok pomnika St. Staszica, za którym stoi
murowany budynek starej szkoły. W tym budynku 20 czerwca 1940 roku
został aresztowany i wywieziony do obozu koncentracyjnego w
Sachsenhansen, a stamtąd dalej, kolejno: Drógen Monowice,
Bucchenwald, Oświęcim, Mieczyław Futa, kierownik szkoły w
Dziekanowie w latach 1936 - 1940. Dziekanów to dawna siedziba
Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego. TRH to fundacja założona
przez ks. Stanisława Staszica w 1816 roku, mająca być jak chciał sam
założyciel „wzorem sprawiedliwego urządzenia włościan dla ratowania
się wspólnie w nieszczęściach”. Swym zasięgiem objęła: 9 wsi, jedną
osadę oraz część Hrubieszowa. Za główny cel Towarzystwo postawiło
sobie postęp w kulturze rolnej i oświacie, opiekę społeczną oraz
polepszenie warunków życia miejscowych chłopów, którzy w dobrach
Staszicowskiej fundacji zostali zwolnieni z pańszczyzny i otrzymali
ziemię na własność. W swoim testamencie Staszic napisał: „Dobra moje
dziedziczne, miasto Rubieszów i wszystkie należne wsie (...)
przeznaczam na uszczęśliwienie tej włości mieszkańców”. Towarzystwo
miało także własność wspólną. Obejmowała ona: lasy, stawy, młyny,
cegielnie, karczmy, magazyny, część ziem uprawnych oraz tartak. To
właśnie wpływy z tych przedsięwzięć pozwalały na utrzymanie i
rozbudowę tak ważnych instytucji społecznych jak: szpitale, apteki,
szkoły i udzielane w nich stypendia oraz opiekę społeczną.
Towarzystwo udzielało kredytów na budowę murowanych domów, na czym
skorzystało najwięcej samo miasto. TRH zwracało dużą uwagę na więzi
międzyludzkie, propagując współpracę oraz wzajemną pomoc. Na czele
Towarzystwa stał dziedziczny prezes oraz obieralna Rada Gospodarcza.
Od początku istnienia fundacji, aż do 1885 r. stanowiska prezesów
Towarzystwa piastowali Grotthusowie. Później władze carskie,
ingerując w sprawy Towarzystwa, obsadzały to stanowisko z urzędu.
Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie było pierwszą tego rodzaju
organizacją rolniczą w Europie i przetrwało do czasów powojennych. W
Dziekanowie spotykamy wiele pamiątek po Staszicowskiej fundacji. Już
na skraju wsi, obok ośrodka zdrowia, stoi pomnik z popiersiem
Stanisława Staszica, założyciela TRH. Poruszając się w kierunku
centrum wsi - ok. 200 m - zatrzymujemy się przy bramie gospodarstwa
rolnego (teren prywatny). Zaraz za wjazdem stoi drewniany budynek
tzw. zarządcówka oraz murowana kuźnia, pochodzące z I poł. XIX w. -
niegdyś własność fundacji TRH. W odległości ok. 1 km od tego
miejsca, już w centrum wsi, na placu przed wiejską świetlicą,
znajduje się grobowiec pierwszego prezesa TRH, Józefa Grotthusa (zm.
w 1828 r.) i jego żony Tekli z Jaszowskich (zm. w 1832 r.). Jadąc
dalej w kierunku Hrubieszowa, zatrzymujemy się przy cmentarzu.
Stojąca tutaj kaplica cmentarna została wzniesiona około połowy XIX
wieku jako kaplica grobowa rodziny Grotthusów. Murowana z cegły,
otynkowana. We frontowej ścianie wmurowane epitafia Onufrego
Grotthusa (zm. 1851 r.) i Krzysztofa Grotthusa (zm. 1855 r.). Po
zwiedzeniu cmentarza udajemy się ponownie pod pomnik ks. St.
Staszica. Teraz, ruszając w dalszą wędrówkę, kierujemy się w stronę
Szpikołos. Po około 3 km jazdy, po prawej stronie drogi ujrzymy
kapliczkę z 1906 roku, wybudowaną jako wotum dziękczynne za to, że
panująca wówczas na tym terenie cholera dość łaskawie obeszła się z
miejscowością oraz za szczęśliwy powrót kilku zesłańców z Sybiru.
Swoją obecnością przypomina nam o tych wydarzeniach, które miały
miejsce na początku ubiegłego stulecia. Szpikołosy szczycą się
również dwuwiekowym drewnianym kościółkiem (dawna cerkiew
grekokatolicka). Aby tam dotrzeć musimy przejechać przez centrum wsi
i pokonać jeszcze ok. 500 m w kierunku zachodnim. Po zwiedzeniu tej
pięknej, drewnianej świątyni wyruszamy w dalszą wędrówkę. Jadąc
szosą - obok kościoła, ale w kierunku północnym - dotrzemy do
leśniczówki „Gołębowiec” (Białoskóry). Tutaj skręcimy w lewo, aby
dojechać do Ubrodowic. Warto jednak „odbić” na chwilkę od naszej
głównej trasy, aby dotrzeć do bezimiennej mogiły żołnierskiej z
okresu II wojny światowej znajdującej się w lesie. Przejeżdżamy więc
przez szosę Stefankowice - Horodło i wjeżdżamy na „żwirówkę” obok
leśniczówki. Tą drogą jedziemy ok. 1 km. Następnie skręcamy w prawo
i już tylko pieszo (500 m) docieramy do wspomnianej mogiły. Jako że
opisywany obecnie teren leży w zasięgu Strzeleckiego Parku
Krajobrazowego, pozwolę sobie - poprzez krótką jego charakterystykę
- zaprosić również na dokładniejsze jego zwiedzenie. W Strzeleckim
Parku Krajobrazowym można zobaczyć las mieszany z dużą częścią
starodrzewia. Na każdym kroku spotykamy piękne pomniki przyrody.
Wspomniane lasy, to ostoja dzikiej zwierzyny. Dziki, sarny i jelenie
należą tu do głównych przedstawicieli świata zwierząt. Ciekawostką
świata roślin warstwy-runa są przepiękny obuwik pospolity i lilia
złotogłów. Wracamy teraz do głównego szlaku naszej wędrówki i
udajemy się do Ubrodowic. Tu zatrzymamy się przy kaplicy, obok
której widoczny jest duży kopiec. Znajduje się on na terenie
cmentarza z okresu I wojny światowej. W tym miejscu (również pod
kopcem) pochowani zostali żołnierze polegli podczas walk, które
tutaj stoczono. Kolejne miejsce pamięci to bezimienna mogiła,
usytuowana na skarpie przy parku podworskim w Stefankowicach. Aby
dotrzeć tu z Ubrodowic musimy pokonać ok. 2,5 km drogi - do
skrzyżowania - i skręcając w lewo, przejechać jeszcze ok. 0,5 km. We
wspomnianym parku możemy również zobaczyć murowaną kuźnię z XIX w.
(pozostałość po zabudowie dworskiej) oraz sosnę czarną, mającą tutaj
największe stanowisko na Zamojszczyźnie. W Stefankowicach przebywał
Stefan Batory - jeden z najwybitniejszych władców Polski. Jeszcze do
niedawna pamiątką po tej wizycie był stary dąb w stefankowieckim
parku, pod którego konarami odpoczywał Batory. Teraz jedziemy dalej,
aby dotrzeć do Moniatycz. Zatrzymujemy się przy cmentarzu. Znajduje
się tutaj zbiorowa mogiła por. N. Jaworskiego z 15 p. p. oraz 15
żołnierzy polskich poległych w walce z bolszewikami 5. 09. 1920 r.
Powoli docieramy do końca naszej wędrówki. Zanim jednak dojedziemy
do hrubieszowskiego muzeum, musimy zatrzymać się nieco wcześniej
(już w Hrubieszowie). Przy ulicy Ciesielczuka stoi pomnik
upamiętniający mord jakiego dokonali Niemcy 6. 01. 1944 r. Tuż obok,
na skarpie przy dawnym Domu Strzelca, okupanci rozstrzelali 42
mieszkańców Hrubieszowa i okolic. Zbiorowa mogiła ofiar egzekucji
znajduje się na miejscowym cmentarzu.
Zobacz koniecznie:
Gminny Ośrodek Kultury w Hrubieszowie z/s w Wołajowicach - każdego
roku, 31 października - organizuje Bieg Pamięci. Bieg odbywa się na
trasie: Hrubieszów - Husynne - Moroczyn - Dziekanów - Szpikołosy -
Moniatycze. Głównym celem jego uczestników jest oddanie hołdu tym,
dla których wolność Ojczyzny była dobrem najwyższym.
|